Chodź, opowiem Ci bajeczkę...

Świat: prawie-fantasy
Organizatorzy: Aleksandra „Zsa-Zsa” Tomicka i Krzysztof „Sułek” Kaiper
Kontakt i zgłaszanie postaci: aleksandra.tomicka@gmail.com

Nie zapisujemy graczy przed Orkonem – decyduje tylko i wyłącznie kolejność zgłoszeń na miejscu.

Ilość miejsc ograniczona – maksymalnie 60 osób.

Postacie Graczom przydzielają Organizatorzy.

-Paszła, zarazo!!! – mężczyzna siedzący nad czystymi kartami papieru machnął trzymanym w dłoni piórem. Kilka atramentowych piegów ozdobiło, śnieżnobiały do tej pory, mankiet. – Potrzebny mi twórczy spokój, a nie jakieś latające fiu-bździu.

Skrzydlate stworzonko w błyszczącym wdzianku polatywało nad kałamarzem, śmiejąc się perliście. Wzbiło się w powietrze ponad biurkiem i jęło okrążać głowę pisarza. Ten, zrezygnowany, westchnął ciężko i ponownie skupił się na czystych kartkach, jakby spodziewając się, że z nich spłynie na niego natchnienie.

- Mógłbyś się mną w końcu zainteresować – powiedziało stworzonko głosem pełnym dźwięcznych tonów. – W końcu jestem przecież Twoją muzą.

- Jesteś urojeniem i nie będę z Tobą rozmawiać. Nie rozmawia się z wytworami swojej wyobraźni, bo ludzie zaczynają na ciebie dziwnie patrzeć. – stwierdził stanowczo mężczyzna.

- A powinieneś. Beze mnie nic ci nie wyjdzie, a już na pewno niczego nie stworzysz. – nieco obrażonym tonem powiedziało stworzenie. - Obiecałam ci, że opowiem, jak tam jest, a ty kompletnie, wcale, w ogóle i absolutnie się mną NIE-IN-TE-RE-SU-JESZ!

Mężczyzna w zamyśleniu potarł czoło, po czym przygryzł końcówkę pióra, śledząc świetliste zygzaki kreślone w powietrzu przez małą wróżkę. W końcu westchnął głęboko, jakby podjąwszy decyzję – Dobrze. Jest środek nocy. I tak nikt nie usłyszy. To... co tam jest ciekawego?

- Co tam jest ciekawego?! Czy ja wyglądam jak z sąsiedniej wioski!? Opiszę Ci miejsce, którego żaden człowiek nie jest w stanie zobaczyć, a Ty mnie pytasz jak o wczorajszy deszcz! – Stworzonko sapnęło gniewnie, strzepując migoczące skrzydełka. – Bierz pióro i notuj. Potem i tak wszystko przerobisz po swojemu. Ach! Co ja z Tobą mam. Mniejsza o to. Pisz teraz, a jak wszystko opiszesz i ludzie to zobaczą, będziemy sławni, sławni!!! Ja i wszyscy moi bracia i siostry! – stworzonko zaśmiało się ciepło.

Mężczyzna z rezygnacją pochylił się nad biurkiem i zaczął notować. Opowieść, nieprzerwanie szemrzącym potokiem, powoli spływała na karty papieru...

Tymczasem w Krainie Baśni wszystko toczyło się swoimi torami. Dobro zwyciężało zło, łajdacy i szuje dostawali od losu to, co im się należało (i nie było to zbyt przyjemne „coś”), złote serca mogły radować się w spokoju i cieszyć triumfem nad siłami ciemności.

A wszystko to opisywał, nadając formę i treść, w ślad za toczącą się z ust stworzonka opowieścią, pewien mężczyzna o śnieżnobiałych mankietach (zachlapanych nieco atramentem). A kiedy opisał już wszystko, kiedy postawił ostatnią kropkę, w ostatnim zdaniu ostatniej opowieści... wszystko się zmieniło.