Alchemia

Tajemnicze mikstury na podstawie równie tajemniczych receptur sporządza się nie tylko z ziół. Jednak sztuka ta, choć doskonalona przez stulecia, wywodzi się z najprostszej i najzwyklejszej potrzeby wszystkich istot, by wyleczyć chorobę, usunąć zmęczenie, zmobilizować do walki, gdy trzęsiesz się ze strachu, i jeśli trzeba, usunąć zbyt długo żyjącego, a nieprzyzwoicie bogatego wujka. Jej początki są znane każdemu - w każdej wiosce czy osadzie mieszkała przecież babka z zakrzywionym nosem, niekiedy posiadająca czarnego kota, która potrafiła uwarzyć lek na rozwolnienie, lubczyk, lub też gorzki w smaku napój usuwający problemy młodych panien, wynikające z ich niefrasobliwości w sobotnie wieczory.

Alchemia to jednak coś więcej niż zielarstwo. A z uwagi na to, że każda potężna wiedza, daje władzę (w tej czy innej formie, choćby władzę zarabiania na bliźnich, którzy sami nie sporządzą mikstury cierpiętnika), a władza nie powinna trafiać do niepowołanych, nie każdy może zgłębić te tajemnice. Oprócz wiedzy konieczny jest sprzęt. Nie udawajmy, że sporządzimy eliksir antymagii na kuchennym stole w karczmie, przy użyciu dwóch kufli po piwie i drewnianej chochli. To znaczy udawać możemy, ale nasza tak uwarzona mikstura nikogo przed magią nie zabezpieczy, a nas może narazić na kłopoty, jeśli nasz klient po jej użyciu (i nie zadziałaniu) będzie jeszcze w stanie nas dopaść. Sprzęt najprostszy to stół pod dachem (ale nie w karczmie!), palenisko lub palnik, tygielek, moździerz, kilka łyżeczek czy szpatułek - odwiedziliście przecież kiedyś aptekę? Zaś absolutne minimum to kubeczek z wodą, w którym rozpuścicie proszek przygotowany wcześniej( lub kupiony od kogoś, kto wspomnianym wyżej sprzętem podstawowym dysponuje). Oczywiście nawet w takiej sytuacji będziecie mieli przewagę nad tymi, którzy nie posiadają waszej wiedzy i nie wiedzą, co właściwie mają wsypać do kubka...